przekacap, czyli przek - kacap,

czyli polsko-rosyjskie przekomarzanki :-

Wpis

piątek, 17 maja 2013

znowu łykend

Czas "zasuwa jak ta Alfa Romeo" (A.Waligórski) i znów weekend. Pora na subiektywny i rozrywkowy przegląd newsów internetowych.

Okazuje się otóż, że wirtuozeria aktorska Gerarda Depardieu znajdzie swoje zastosowanie nie tylko w reklamie. Wszyscy, którzy jeszcze pamiętają jego wspaniałą kreację w rosyjskiej reklamie mebli już czekają z niecierpliwością ne jego debiut w pierwszoplanowej roli w fabule. Wiadomo już, że zagra w kinie niejakiego Kadyrowa. No cóż, jeśłi Kadyrow z czystej sympatii podarował mu apartament w Groznym, ciekawe czym obdaruje Gerarda gdy film juz zostanie nakręcony. Że zarobi kokosy to pewne. Będa go grali w każdej szkole podstawowej, w każdej klasie i powtarzali w średniej, w całej Czczni - próbuje tak to wymawiać, ale mi przychodzi z pewnym trudem.

Dla automobilistów: W Rosji od wczoraj honorują strzałkę do skrętu w prawo na czerwonym (skręt warunkowy). Wczoraj jeszcze były zgrzyty (klaksony niecierpliwych, znających juz przepis na tych co przed nimi stoją a przepisu nie znają). A w niedalekiej przyszłości ma zostac wprowadzona seria nowych znaków: prostokatne, na białym tle zamalowane kółko. Kółko zielone - jest bezpiecznie, za przeszkodą (np. zakrętem) jest bezpiecznie, kółko pomarańczowe - uwaga! uwagę zwiększyć, prędkość zmniejszyć; kółko czerwone - uwaga niebezpieczeństwo, miejsce gdzie często dochodzi do wypadków. Znaki mogą być różnej welkości, co zależy od stopnia niebezpieczeństwa. Kółko zielone ma mieć średnicę minimum 25 cm, pomarańczowe - 30 cm, a czerwone 35 cm. Zbieżność znaku ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem z flagą Japonii jest całkowicie przypadkowa.

Przypomnę, że z powodzeniem rozwija się cyniczna gra moswar.ru opisująca perypetie i odwieczne walki mieszkańców z Moskwy ze wszystkimi tymi, którzy "ponajechali tut". W fabule gry wszelkie możliwe atrakcje dowcipnie wykorzystujące wszystkie bolączki. Są więc omonowcy, których mozna wezwać na pomoc, ale którzy przy pierwszym najdrobniejszym sygnale niebezpieczeństwa "mużestwienno ubiegajut", są "nieftieprowody", na których siedzą wszelkiego rodzaju biznesmeni-aferzyści i robią drobne odwierty ropociągu wprost do wiaderek, jest tez "duch wożdia", który niebezpiecznie sie uaktywnił po upadku meteorytu i - jak wszędzie - bratwa, a walka z pachanami trudna jest, niebezpieczna, ale opłacalna. W grze obchodzone są święta, w tym majskije prazdniki - wtedy mozna pouczestniczyć  subotnikach razem z panem, łudząco podobnym do b.mera Łużkowa. W grze zapisanych jest prawie milion osób, głównie z "przestrzeni poradzieckiej".

Przypomniałem po to, aby z dumą zaanonsować, że mamy już polski wariant gry- WAWA WARS

Jest to spolszczony wariant moswara, w jego wersji mocno podstawowej. Dokonano prostego tłumaczenia z rosyjskiego na polski i jedno jest pewne: Bartosza Wierzbięty przy tym nie było. Tłumaczenia są ciężkie, zbyt dosłowne i albo pokazują brak polotu i zbyt daleko posunięty żargon naukowo-informatyczny, albo nieudolne i niepotrzene próby przejścia w język więzienny (np. chawira). A przecież Warszawa ma swój koloryt. I to nie mówię tu o jakiejs odległej tradycji typu Grzesiuk i Wiech. Ale można by się trochę pobawić słowem. Np. "nieriezinowaja" przeciw "stolycy", "ponajechawszyje tut!, ponajechy" to przeciez "słoiki" i "duity". "Duit" to człowiek z prowincji, gdzie nie ma żadnej pracy, gotów jest więc wykonać każdą, także po godzinach, bo kurczowo trzyma się stanowiska.

Szkoda, że gra nie zauważa tego co opisuja juz socjologowie. Tak jak państwem i przy okazji Moskwą rządzą menadżerowie i była partyjna nomenklatura z Uralu (Jekaterynburg, ale też i Czelabińsk, Nowosybirsk, Ufa), którzy przyszli tu i okrzepli za czasów Jelcyna, oraz biurokraci z zaciągu petersburskiego (m.in. Putin i Miedwiediew), tak Polską zaciąg śląski (Gierek)a potem gdański (Solidarność). Ale oprócz "najwyższych eszełonow" władzy pytanie skąd się biorą pozostali, np. wyższy szczebel średnich korporacji, albo średni szczebel korporacji największych, nizsze szczeble i wreszcie zwykli robotnicy.

Nawet w Polsce, choć tu odległości między miejscem pracy, a miejscem gdzie ma się znajomych i rodzinę są znacznie mniejsze niż w Rosji, większość wynajmuje sobie w Warszawie jakieś lokum i do rodziny dojeżdza, początkowo w każdy weekend, potem coraz rzadziej. Ale zawsze waraca do Warszawy pobrzękując słoikami, pełnymi różnych przetworów, przygotowanych przez mamy. Ci z niżej płatnych posad, by zaoszczędzić na kosztach utrzymania, ci bogatsi z korporacji, by nie urazic mamusi, ale też bo się niechce i nie ma czasu gotować samemu na jedną osobę. Jedni wracają do Białołęki, drudzy do Wilanowa, ale jedni i drudzy pobrzękuja słoikami.

Słoiki opanowały Warszawę, sa bardziej pracowite i zdeterminowane, zrobia wiele by zawojować Warszawę i tu pozostać. Nie maja nawet innego wyjścia. Myślę, że napięcie między słoikami a warszawiakami jest troche sztucznie nadmuchiwane, ale możnaby je złagodzic, gdyby miejscowi warszawiacy zauważyli, że słoiki współtworzą otoczenie, z którego kozystają. Da się to zrobić, jeśli podatki tworzyłyby dochody gmin właściwych dla miejsca pracy, a nie dla miejsca zameldowania. Dopóki tego nie ma, zawsze zauważać się będzie i rozdmuchiwac nieistotne szczegóły, winiąc za nie słoiki (np. za to że to one przywlokły do Warszawy disco polo, obok klubów dla mniejszości pojawiły się już 3 dyskoteki oferujące tylko disco polo, z występami kapel na żywo). Najbardziej dobitnym symbolem zwycięstwa słoików nad warszawiakami jest zwycięski projekt neonu, który ma się kojarzyć z Warszawą. Oto projekt-zwycięzca:

 Tu też można poczytać o doitach, czyli słoikach w wersji hard:-)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
pies_pawlowa_2
Czas publikacji:
piątek, 17 maja 2013 10:02

Polecane wpisy

  • Mecz o wszystko

    W mistrzostwach Swiata w piłce nożnej gospodarze-Rosjanie radzą sobie swietnie, choć na razie rywale byli z tych cienkich Mają już w kieszeni awans do 16-tki, c

  • Wpis niewyborczy

    Nie oczekuję w nadzwyczajnym napięciu wyników prezydenckich wyborów - postanowiłem oddalić się od tego zgiełku i poswęcić się kulturowym studiom porównawczym. J

  • ech, ten Magadan - suplement

    Okazuje sie jednak, że Magadan nadal kojarzy się jednoznacznie obozowo - trzeba więc chyba poczekać jescze z dwa pokolenia. Oto żartobliwe odniesienia z ostatni

Komentarze

Dodaj komentarz

  • efg napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/17 11:24:00:

    Nb. premier też słoik ;-/

  • pies_pawlowa_2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/17 12:04:01:

    EFG: Fakt, tyle że nie dojezdża tylko dolatuje:-)
    jet jeszcze grupa nie-słoików, czyli dojeżdżających:
    dowód mówiony:
    www.youtube.com/watch?v=SOHHXWxZ7L0
    dowód śpiewany:
    www.youtube.com/watch?v=oPA0eHUZGH0
    dowód pisany:
    www.spiewnik_turysty.republika.pl/kocisze.html

    Oni wszyscy bez słoików, globtroterzy:-)


  • efg napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/18 16:57:51:

    Przyjezdni przywożą owe słoiki wcale nie z tylko z oszczedności. ta jest iluzoryczna, bo zywność w warszawskich supermarketach jest nawet tańsza niż w miejscach zamieszkania rodzin owych "słoików". W Polsce istnieje po prostu tradycja pomagania dzieciom. poza tym takie "papu" jest gotowe i oszczędza sie czas.
    Słoiki sa tylko symbolem, a rodzący się konflikt (?) polega na tym, że owe "słoiki" zaczynają stanowić konkurencję na rynku pracy.
    Cała ta sprawa to nic specjalnie oryginalnego, podobne zjawisko ma miejsce i w innych krajach i miastach choćby w Poznaniu gdzie bezrobocie jest niewiele wyższe niż w Warszawie. Autorzy neonu zrobili po prostu event i tyle, choc termin funkconuje od dość dawna.

  • panpiotr1949 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/18 20:28:58:

    Ironia tego problemu leży w tym, że znaczna większość ludności warszawskiej to "słoiki" najdalej w trecim pokoleniu. Prosty rachunek czyli odjęcie ofiar holokaustu ok 400tys i Powstania Warszawskiego circa 200tys daje ok pół miliona rdzennych warszawiaków. Po powstaniu wysiedlono kolejnych 100tys z okolic Warszawy. Pozostało około 400tys i to głównie na prawym brzegu /Praga/. Po 1945 część wróciła, ale miasta nie było i się rozproszyli; często na ziemiach pozyskanych. Po wojnie część wróciła, ale głowni osiedleńcy pochodzili z okolic pszenno- buraczanych od Łodzi do Podlasia i Łomży, Mazowsza i Kielecczyzny z Małopolską nie wykluczając. Można założyć, że ludność Warszawy w 75 - 80% się wymieniła.
    Tak to słoiki typu weck sekują słoiki typu twist-off.

  • pagyo napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/18 21:50:05:

    Mój ojciec się też w Warszawie urodził. Przed wojną.

  • panpiotr1949 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/18 22:25:17:

    No to ty najlepiej wiesz jaka jest Warszawa.

  • panpiotr1949 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/18 22:33:18:

    Mój pierwszy post nie miał na celu w najmniejszym stopniu dyskredytować wiejskie pochodzenie, lecz wsazać na paradoksalność sytuacji, szczególnie w kontekście faktów i zjawisk. Przypomniał mi to też anegdotkę opowiadaną przez przyjaciela z Tychów. W czasach Wielkich Deficytów Towarowych w sklepie usłyszał paniusię, która z przecudnym podlaskim zaśpiewem stwierdziła: nazjeżdżają się z okoliców i nic kupić nie możno.

  • efg napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/19 15:45:23:

    Problem jest tylko taki że owa "wrodzona warszawskość" bywa przez rzeczonych często wyraźnie w kontaktach ze "słoikami" podkreślana. Podobnego fioła mają tylko centusie ;-/, choć tylko w warstwie inteligenckiej.

  • pies_pawlowa_2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/19 15:51:48:

    Oczywiste, że "napięcia" miedzy miejscowymi a przyjezdnymi są w dużej mierze przesadzone i bez sensu, to po prostu jakies tam kolejne linie podziału, stratyfikacje społeczne, które jednak mogą urosnąć do rangi problemu , jeśll np. wzrośnie poczucie beznadziei: bezrobocie, inflacja, złe tendencje kursowe i zmiany stóp procentowych, pętle zadłużeniowe itd...
    Wówczas w walce o pracę mężczyźni powstaną przeciw kobietom, młodzi przeciw starym, prawdziwi Polacy przeciw Żydom i cyklistom, a miejscowi przeciw słoikom..:-)

    Ale nasze "problemy" są niczym w porównaniu do mozaiki moskiewskiej. Byłem dziś z kolegą z Polski na typowej zapoznawczej wycieczce-autokarówce po Moskwie. Małym przedsiębiorstewkiem wycieczkowym (2 minibusy) zarządza i kasę przyjmuje rodowity Ormianin, ale z bardzo dobrym rosyjskim, tyle, że twardym. Kierowcą był jakiś przedstawiciel Kaukazu, choć o rosyjskim imieniu Michaił. Tylko przewodniczka, chwała Najwyższemu, rodowita Rosjankja. Po zwiedzaniu typowa rosyjska knajpa Jołki-Połki - w obsłudze 3/4 to Tadżycy albo Kirgizi albo Uzbecy (nie rozróżniam). Wyróżnia ich bardzo słaby rosyjski. Ale najwyraźniej nie jest to ważne - jakos się wszyscy finalnie dogadują.

    Obserwowałem obok siedzącą wesołą gromadkę, która wybrała się na niedzielny obiad. Panowie nie przyszli, więc przyszły dwie mamuśki z czwórką drobiazgu z Indii lub Pakistanu. Dzieci prawdopodobnie pochodziły z dwóch rodzin a dwie rodziny pochodziły prawdopodobnie z dwóch różnych grup językowych (w Indiach jest np. koło 600 narzeczy). Dzieci płynnie dogadywały sie między sobą, panie też. Część załatwiały w swoich narzeczach, w przypadku ważnejszych komunikatów ("już zjadłam ", "chcę do WC", "można jeszcze colę"), przechodziły płynnie na angielski (urzędowy i w Indiach i w Pakistanie). Zamówienie Hinduska/Pakistanka składała podłym rosyjskim, zajmowanie przyjmowała kelerka posługująca się rónie podłym rosyjskim i wszyscy byli zadowoleni.

  • pagyo napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/19 22:30:11:

    efg, co jest podkreslane ? Sorry, ale skad ty to mozesz wiedziec ? Z gazet ? :)

  • pies_pawlowa_2 napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/20 07:49:41:

    EFG: Nie zgadzam się z Twoja oceną.
    Na początek pewne anegdota niepoprawna politycznie:
    Złapał Murzynek żabę i wydusił niej życzenie: chciał zostac białym i został.
    Biegnie do taty: Tato, tato, popatrz, jestem biały!
    Tato: nie podnosząc głowy: Nie zawracaj głowy synu, ostrzę dzidę...
    Biegnie do mamy: Mamo, mamo, popatrz, jestem biały!!!
    Mama: Bardzo dobrze syneczku, bardzo dobrze, ale nie zawracaj głowy bo robie placki...
    Murzynek do siebie, na stronie: No popatrz, od dziesięciu minut jestem biały, a juz mnie te czarnuchy wkurzają....

    Chcę powiedzieć, że rzekomą dumę, pychą i zarozumiałość, połączoną z poczuciem wyższości prezentują na ogół słoiki, czy ogólnie część warszawian w pierwszym pokoleniu - jest im to najwyraźniej do czegoś potrzebne, chcą się jakoś dowartościować, upewnić w swojej stołeczności.

    Im dłużej trwa ta warszawskość, tym jest pod tym względem spokojniej. Dla przykładu ja jestem urodzony w Warszawie, od strony ojca w czwartym pokoleniu (a wcześniej z Pruszkowa), od strony matki w pierwszym (Radom), a mój patriotyzm bardziej już dotyczy dzielnicy ("lewa", południowa Warszawa - Mokotów (30l) + Ursynów (25l )) niż całego miasta.

    Do bycia warszawianinem podchodze spokojnie, ani nie jestem z tego dumny, ani się tego nie wstydzę. Przyjmuję jak fakt z życia. Ja jestem z Warszawy a on jest ze Włodawy, no i git :-). Nie spotkałem się w prawdziwym życiu z paniusiami i tekstami "bo ja z Warszawy proszę Pana jestem". Jedyne przykłady "warszawskiego chamstwa" to fanatyczni kibole Legii, ale nie rozumiem dlaczego "kibolstwo" ma się przenosić na ogólna ocenę.

    Czytam sobie wywiad-rzekę mojego guru Jacka Kleyffa (Jacek Klyeff - Rozmowa), no i uprzytomniłem sobie, że przecież to już od 30 lat mamy też odwrotną tendencję - warszawiacy, ale nie tylko, szerzej - mieszczuchy jadą na wieś i tam zakładaja rodziny. Z dala od wyścigu szczurów, korków, spalin, słoikowych korpoludków, gdzie czynsz czy koszty wynajmu chałupy są 4 razy niższe niz w wielkim mieści, za to powierzchnia mieszkaniowa 4 razy większa. Uprawiają wolny zawód, na ogół artystyczny, wolną miłość, ziemi na ogół nie uprawiają. Ciekawy typ odwrotnych słoików, to mama z miasta przywozi słoiki.

  • efg napisał(a) komentarz datowany na 2013/05/20 11:10:16:

    "efg, co jest podkreslane ? Sorry, ale skad ty to mozesz wiedziec ? Z gazet ? :){/i}

    Skąd ? Ano mam tam "swojego" słoika i wiem po prostu od niego. To jego opinia a ja ją po prostu powtarzam. "Słoik" np w dyskusji z "prawdziwym" tubylcem nie ma szans. Oni robią wszystko najlepiej, wiedza najlepiej itd.
    Jeżeli Pagyo jesteś od tego wolny, to chwała Ci za to, co nie zmienia faktów.

  • Gość melody_ru napisał(a) z *.nationalcablenetworks.ru komentarz datowany na 2013/05/20 18:32:37:

    Uprawiają wolny zawód, na ogół artystyczny, wolną miłość, ziemi na ogół nie uprawiają. Ciekawy typ odwrotnych słoików, to mama z miasta przywozi słoiki.

    Taki wolny artysta musi miec niezle zrodlo dochodu, i najpewniej nie od swoich dziel sztuki. No nie wiem jak w Europie, ale u nas tak :-)

    W Moskwie pojecie "rdzenny moskwianin" odchodzi do historii, bo tu juz prawie wszystcy sa przybyszami. Ale Moskwa szybko pochlonia, i z kazdego robi zdenerwowanego wariata.

Dodaj komentarz

Kanał informacyjny