przekacap, czyli przek - kacap,

czyli polsko-rosyjskie przekomarzanki :-

Wpisy

  • piątek, 28 lutego 2014
  • wtorek, 25 lutego 2014
    • Something in the air

      Coś wisi  w moskiewskim powietrzu i chyba jest to wiosna. Wprawdzie Nadieżda stwierdza, że jej się to wszystko nie podoba, bo w ciągu ostatnich 30 dni w Moskwie tylko jeden był słoneczny, a reszta ponure, to jednak uważam to za czarnowidztwo i malkontectwo - w Czelabińsku w tym czasie przeważała temperatura -30 stopni.

      Na balkon pchają się gromady małych, wygłodniałych wróbli co jakis czas przeganianych przez przekarmione gołębie, lądujące dość ociężale. W nocy też człowiek dobrze nie pośpi - kaloryfery grzejące na full czyli na połnuju katuszku, każą otworzyć okno. A za oknem nieustanny szum metropolii i koty, którym też się pomyliło. Ale tu często się myli: i szyny są szersze i czas raz się sezonowo zmienia a raz nie. Kiedyś się żartobliwie mawiało, że Lenin w październiku a koty w marcu, a teraz okazuje się, że Lenin był jednak w listopadzie, za to koty w lutym.

      Putin wyciągnął zdaje się lekcje z Majdanu i po dwóch latach ciągnącego sie procesu w sprawe nieporządków na Placu Błotnym zapadły wyroki: wszystkie odsiadki, tylko dla jedej kobiet w zawieszenu. Wyroki nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwoścą, oparto je wyłącznie na zeznaniach policji i służb porządkowych, odrzucając nawet dowody w postaci nagrań wideo. Czas zwalniania (przedolimpijski) minął, zaczął się czas sadzania (poolimpijski) - zaaresztowano najpierw 200 osób spośród manifestantów przed sądem, a następnie 464 uczestników protestu przeciw wyrokom dla uczestników protestu sprzed 2 lat. Władze działają tym razem zdecydowanie, aby zdusić niezadowolenie w zarodku zanim Prospekt Sacharowa znów się zrobi nieprzejezdny...

      Myślę sobie, że nadchodząca wiosna nie będzie jednak wiosną ludów - odbyły się przecież Igrzyska i udały się nad wyraz. Tłumy skandujące "Ra-ssi-ja" miały pełe niepokoju miny jedynie na samym początku Olimpiady, a później pękł worek z medalami. I nawet nie wiadomo do końca czy poważna kontuzja czy gwiazdorzenie solista-figurista Pluszczenko nie rozwścieczyło kibiców, bo przyszły dwa medale dla par. To, że ulubiona przez wszystkich młodziutka solistka-figuristka Julia Lipnicka, kreowana przez wszystkich na soczijską Nadię Comaneci, przepadła w konkursie po obiecującym występie na zawodach drużynowych, nie zasmuciło strasznie publiczności, bo zwyciężyła inna, niewiele starsza Rosjanka.

      Furorę zrobili dwaj importowani Rosjanie, koreański Wiktor An zdobył dla Rosji 3 medalki w short-treku, a amerykański Vic Wild 2 medalki w snowboardzie. To załagodziło nieco ból związany z 3 medalkami Darii Domraczowej i 1 medalkoj Anastasiji Kuzminoj - obie wychowane były i ponad pół życia przetrenowały na Uralu, by teraz reprezentować odpowiednio Białoruś i Słowację. Na szczęście dla Rosjan rzutem na taśme medalku, w dodatku złotą, w sztafecie biathlonu męskiego zdobył m.in. Anton Szipulin - osobisty brat Kuzminy, a szczęście dla Prochorowa (czyli w biathlonie) w ostatniej chwili wzmocniła jeszcze sztafeta damska - sreberko. Ostatni dzień Olimpiady to rosyjskie podium za męski bieg narciarski na 50 km - zdarzenie na tyle niespodziewane i wiekopomne, że przykrywające wielkie lanie, jakie sprawiono rosyjskim hokeistom.

      Dzięki Olimpiadzie spełniają się marzenia. Wiktor An, który po ciężkiej kontuzji został skreślony z kadry Korei i został "przejęty" przez związek Federacji Rosyjskiej, ostatnie dwa lata przemieszkał w ośrodku treningowym Związku. Miał blisko do pracy, nie musiał kupować żywności ani gotować. Podczas bezpośredniej transmisji ze zdobywania przez Wiktora kolejnej medalki pani sprawozdawca podkreśliła jak to parniu ciężko, bo nie ma własnego mieszkania. Nie minał dzień, a już media doniosły jak to łyżwiarza bardzo szybkiego nawiedził sam Dymitr Miedwiediew, a wiernieje nie sam, bo z kluczami od kwartiry gdzie diengi lieżat.

      Ceremonia zakończenia to też olbrzymi sukces propagandowy. Super-widowisko, porównywalne z tymi z Korei Północnej, ale już po amerykańsku wykalkulowane - mimo, że zakończenie wypadało akurat na Dzień Obroców Ojczyzny - znóe wstrzymano się z wojennymi, czy ideologicznymi odniesieniami. Nacisk na kulturę mógł sie podobać, zauważono także autoironię twórców (powtórka kłopotów z piątym kółkiem olimpijskim), a Miszka gaszący z łezką w oku olimpijski ogień - spowodował oczyszczający szloch na trybunach i przed telewizorami.

      Szef Komitetu Olimpijskiego podziękował W. Putinowi osobiście za pieczę i starania, oraz wyraził sie uprzejmie, że Olimpiada pokazała światu nowe oblicze Rosji. Temat nie został rozwiniety...

      W ramach nowego oblicza Rosji, otrzymałem kilka telefonów od życzliwych mi osób w różnym wieku, za to płci żeńskiej. Wszystkie składały mi gratulacje z okazji Dnia Zaszczitnika Otieczestwa, który jest tu nieoficjalnym Dniem Mężczyzny, poprzedzającym obchodzone z pompą  święto państwowe jakim jest Dzień Kobiet (8 marca przypada w sobotę - więc dzień wolny przypada na poniedziałek 10-go). Im kto młodsza tym bardziej żartobliwe to były życzenia, ale starsze panie twardo pozdrawliały mienia s Dniom Krasnoj Armii!

      Teraz trzeba szybko przekierować wszystkie siły i środki na budowę stadionów. Mundial w piłce kopanej w 2018 roku już blisko. Proponuję budowę perwszego na świecie stadionu podwodnego. Oczywiście w Soczi.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (85) Pokaż komentarze do wpisu „Something in the air”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pies_pawlowa_2
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 lutego 2014 07:54
  • poniedziałek, 10 lutego 2014
    • O przemijaniu

      Przykro stwierdzić, ale ten czas zap... (słowo to nie jest już przekleństwem, o czym zaświadcza Daukszewicz, a ja mu wierzę). Tak niedawno relacjonowałem niezadowolenie Rosjan z wyników na Olimpiadzie, tyle że poprzedniej, a tu znów igrzyska! Tym razem nuta optymistyczna bo to NASZE Igrzyska, tym niemniej - NIESTETY - kolejne. To znaczy, że pora - może jeszcze nienerwowo - myśleć o powrocie. W dodatku nie ja jeden - przede mną zwinie się jeszcze kocianna, która już na swojej stronce zamieściła gustowny, żołnierski licznik. Jednym słowem, już jest fala :-(

      Na obecnej Olimpiadzie zadowolenie Rosjan też jest (na razie) umiarkowane. Mieli zabrać medal z toru lodowego, ale ich konkobieżec - byl z nim nawet wywiad i reportaz o nim w PP - słabszy był i tyle. Za to był sobie jeden sportsmen - starszy taki - położyli go na sankach i puścili nogami do przodu i nagle z medalem on okazał się - dziwy takie, że aż strach. Byłoby o.k., że ten Diemczenko zdobył srebrno, gdyby nie to, że złoto zdobył jakiś Łoch !!!

      Główny gwiazdor-figurant lodowy Pliuszczenko na razie przegrał z jakimś Japończykiem, ale znajomi Rosjanie pocieszają się, że na razie to dopiero "w komandnom zacziotie" przegrywa a indywidualnie to dopiero okaże się. Za to pięknie wystąpiła piękna dziewczynka Julija - się normalnie zakochałem - mam nadzieje, że to jeszcze nie pedofilija, chyba nie, bo wszyscy się zakochali, nawet Rosjanie, a oni przecież przegłosowali ustawę, że są wszyscy zdrowi. Wszyscy Rosjanie się zachwycili jakby juz dziewczynka zdobyła złoto i zapoinaja, że ona wygrała, ale znwu "w komandnom zacziotie". Człowiek starszy, coraz bardziej doświadczony, a tu się okazuje, że co i rusz coś go zaskakuje. Pora umierać?

      Po raz kolejny należy pogratulować rosyjskim trenerom od biatlonu, za to, że nie widzieli Kuzminy w reprezentacji Rosji. Kuzmina już na poprzedniej olimpiadzie pokazała co o nich myśli zdobywajac złoto dla reprezentacji Słowacji, a teraz "poprawiła" jeszcze raz. Nie powinno sie rozdzielać rodzeństw: Szypulin - jako reprezentant Rosji - tak sie napiał, że "promazał" ostatni strzał i zamiast złota dla Rosji, zajał 4 miejsce. Całe szczęście, że znalazła się jeszcze jakaś jedna dobra dusza i wzięła srebro dla Rosji (choć nie była to Zajcewa), dzięki czemu Prochorow ocalił resztki honoru.

      Najbardziej jednak podoba mi się Kamil Stoch. Nie tylko dlatego, że nasz. Ale tez dlatego, że zawsze spokojny i stosowany. Zawsze o.k. wobec trenerów i kolegów. Niczego nikomu nie biecuje, nie jest hurra-optymistyczny. A jak przychodzi co do czego, to wytrzymuje psychicznie i skacze bardzo daleko i nienagannie stylowo. W dodatku sie wypowiada pełnymi zdaniami. Po polsku.

      W dodatku on tak miał juz tedy jak miał 12 lat. Marzył wtedy o złotym medalu olimpijskim. No i sie spełniło. Swoją drogą, jak ten czas zap....

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (428) Pokaż komentarze do wpisu „O przemijaniu”
      Tagi:
      Autor(ka):
      pies_pawlowa_2
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 lutego 2014 10:53

Kanał informacyjny