przekacap, czyli przek - kacap,

czyli polsko-rosyjskie przekomarzanki :-

Wpisy

  • niedziela, 18 grudnia 2011
  • wtorek, 13 grudnia 2011
    • Stan wojenny - czy Generał ma znów przepraszać? - jeszcze głębsza prehistoria

      REFLEKSJE OGÓLNE

      To rzeczywiście były ciekawe czasy a rola w nich Jaruzelskiego niejednoznaczna. Trudno uwierzyć w to, że decyzje o wprowadzeniu stanu podjęto na skutek nieodpowiedzialnego zachowania się Solidarności, wzniecającej niepokoje w kraju, które koniecznie trzeba było spacyfikowac przed zimą, żeby w domach było ciepło:-) Przecież plany przygotowywane były dużo wcześniej, wskazuja na to nie tylko doniesienia Kuklińskiego, nawet listy do internowania zawierały też nazwiska osób, które w międzyczasie zmarły lub wyjechały z kraju.

      Pamiętam piosenkę "Wejdą nie wejdą", która pokazywała nasz dylemat, dotyczyła oczywiście nie Wojsk Układu Warszawskiego tylko mrówek (czerwonych), które zastanawiały się czy wejść na kocyk (Telimeny zresztą) -  (dla rosyjskich czytelników: są to nawiązania do Pana Tadeusza  Adama Mickiewicza)

      Plotki głosiły, że nawet armia NRD przebierała nogami, by uczestniczyć w tej bratniej pomocy, co groziłoby już rozlewem krwi. Organizowano też manewry wojsk Układu, całkiem przypadkiem blisko polskich granic oraz manewry morskie na Bałtyku, również całkiem przypadkiem. No i z dużą regularnością otrzymywaliśmy wyrazy szczerego zaniepokojenia i obietnice braterskiej pomocy od wszystkich partii komunistycznych krajów ościennych. No i pamiętać należy, że wojska radzieckie nie musiały do nas wjeżdżać, one u nas były, w całkiem sporej liczbie.

      Stan wojenny sam w sobie był złem, ale wcale niewykluczone, że był wyborem mniejszego zła. Tego nie wiem, tego nie jestem pewien, ale mało mam z pokerzysty i nie chciałbym tego sprawdzać. Pamiętajmy, że stan wojenny przebiegał w miare bezkrwawo, żal każdej ofiary, ale kilkadziesiąt osób, to chyba mniej niż podczas starcia na moście w czasie przewrotu majowego Piłsudzkiego, którego jednak nikt za kata narodu polskiego nie uznawał i nie uznaje. Dość powszechne było wówczas przekonanie*:

      Wyryćkał lisek kotka na sianku przy płotku

      I spytał: - Jak oceniasz ten mój wyczyn, kotku?

      - Cóż - rzekł kotek - przez miesiąc nie będe mógł siedzieć,

      Lecz gdyby nie ty, toby mnie wyryćkał niedźwiedź.

      Moje pretensje do Jaruzelskiego są inne i nie dotyczą samego stanu wojennego. Niektórzy przyrównywali Go do czilijskiego Pinocheta. O ile jednak Pinochet krwawo obszedł się z opozycją, Jaruzelski nie brał z niego przykładu. Mimo tego i tak znalazły się w Polsce przygłupy robiące z Jaruzelskiego zbrodniarza i masowego mordercę i jedocześnie jadące złożyc hołd i podziękowanie Pinochetowi.

      Jednak później Pinochet wziął się za reformy i przebudowę gospodarki, zaś Jaruzelski, który mógł wykorzystać fakt bycia dyktatorem do przeprowadzenia nawet najbardziej drastycznych reform, nie zrobił nic - zarządzanie złą gospodarką przez jeszcze gorszych, głupich i tępych "krasnych komisarow" na spółkę z Inspekcją Robotniczo-Chłopską nawet nie powodowało zastoju tylko pełny regres. Sankcje gospodarcze (ten Reagan to jest świnia, taka gospodarkę zmarnować:-) zrobiły resztę. W sklepach było po japońsku, czyli NAGIE HAKI, a wszystko działało jak w wierszyku poniżej*:

      Zrobił wilk elektrownię, lecz by prąd uzyskać

      Spalał w niej cały wegiel z kopalni od liska.

      Kopaknia z elektrowni cały prąd zżerała,

      Stąd brak światła i węgla, ale system działa!

       

      REFLEKSJE OSOBISTE

      Prywatnie, osobiście, nie cierpiałem Generała bo mi zrobił kuku. Skończyłem handel zagraniczny z dwoma egzaminami państwowymi na "5" z rosyjskiego i angielskiego, przez co dostałem od wojskowych skierowanie do odbycia przeszkolenia w kompanii tłumaczy przy ZMECHu we Wrocławiu. Ale ponieważ mogło się to wiązać z wyjazdem zagranicę do wojsk ONZ (wzgórza Golan) i dietą w dolarach przy średniej polskiej pensji miesięcznej wynoszącej po czarnorynkowym kursie 20 dolarów, to co roku na moje miejsce wpadali jacyś inni, jeszcze lepsi kandydaci, pewnie mieli po "7" z egzaminów. I tą metodą przetrzymywano mnie tak długo, że już miałem nadzieję, że się całkiem wymigam. Ale nie. Wzięli w ostatniej chwili - w nagrodę za cierpliwość dostałem przydział do czołgów. Wśród kolegów - dzielnych nastepców Janka Kosa, przeważali absolwenci Studium Animacji Kultury ze specjalnością tańce ludowe, ja uzupełniełem ten skład - bardzo mocno uzupełniałem - miałem nawet problemy by dopasować swoje gabaryty do rozmiarów włazu. W ostatniej chwili udało mi się "przeskoczyć" do łączności, zgodnej z moim hobby (byłem krótkofalowcem i miałem uprawnienia radiooperatorskie).

      Dzięki Generałowi, w wieku 27 lat, stałem się oczłonkiem statniego "turnusu" SPR, który miał odbywać szkolenie w wymiarze 12 miesięcy (w praktyce skracane do 11). Następni mieli mieć już tylko 6. Ale dzięki decyzji Generała mój "rocznik" został w wojsku zatrzymany!!!  O tej grupce "internowanych inaczej" nic nigdy nie mówiono, chociaż nasz status niewiele się od internowanych różnił. Zostaliśmy tak samo zatrzymani wbrew naszej woli, na wiadomo jak długo. Jako "studenty" byliśmy niepewny element, zresztą wojsko miało wywiad i wiedziało, że jesteśmy (w większości) członkami "S". Cały czas mieliśmy zakaz opuszczania miejsca zakwaterowania i nie otrzymywaliśmy żadnych zadań - trzymano nas też jak najdalej od broni. Psychicznie trudne do wytrzymania było całkowite (prawie)  odcięcie od informacji - choć oczywiście jako łącznościowcy mieliśmy względną łatwość dokonywania "nasłuchów":-) Naprawdę dobijał brak wiadomości od najbliższych i brak świadomości jak długo to jeszcze potrwa i czym się zakończy. Karmili dobrze, miałem znacznie lepsze niż na wolności "dojście" do papierosów - każdy żolnierz dostawał przydział, ale nie każdy palił, mogłem też przydziały tytoniu uzupełniać przydziałami tak zwanego złomu papierosowego, czyli papierosów "ciętych z metra", jeśli widzieliście kiedyś coś takiego - wrażenia niezapomniane.

      Siedziałem więc sobie w "kanciapie podchorążych", najczęściej z podwładnym, niedokończonym historykiem Jarkiem J. z ROPCiO ze Szczecina, który przechowywał u nas gitarę i śpiewaliśmy sobie cały repertuar ze Śpiewnika Warchoła, ze szczególnym uwzględnieniem Karela Kryla i Jana Krzysztofa Kelusa, a hitem była oczywiście piosenka o Jacku Staszelisie

      wersja mp3: http://www.twojanuta.pl/mp3,ywh2,jan-krysztof-kelus-piosenka-o-jacku-staszelis.html

      tekst: http://www.tekstowo.pl?piosenka,jan_krzysztof_kelus,piosenka_o_jacku_staszelisie.html

       

      Generałowi też nie wybaczę stresu jaki zgotowali mojej mamie. Ponieważ byłem "internowany" w wojsku, nie mogłem wykonać rozkazu Generała i Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego aby natychmiast oddać im licencję krótkofalarską i przede wszystkim radiostację, no bo dom w Warszawie a ja w Szczecinie. No to jak nie zdałem, to do mojego mieszkania "zapukali" kolbami panowie szwejowie i po krótkim przeszukaniu zabrali wszystko co było "radiowe" łącznie z zabytkowym kluczem telegraficznym, zastanawiali się nawet nad tym, czy demontować antenę... Mama, rocznik 1930, jedną okupację już przeszła, no to zafundowali jej następną.

      Puścili nas w końcu po 15 miesiącach zamiast po 11-tu. Po trzech miesiącach dostałem ponowne wezwanie do WKU (polski wojenkomat), myślałem, że się załamię. Pomyślałem, że ktoś się chyba uwziął, zacząłem się zastanawiać, czy znam kogoś, kto mógłby spowodować, żeby moje papiery "spadły z biurka". Na miejscu, zamiast wręczenia wezwania do jednostki na odbycie ćwiczeń, dostałem jednak dyplom gratulacyjny wraz z promocją na stopień oficerski.

      Generał miał gest i raczył był zażartować, dzięki czemu zarobiłem kolejne punkty stresowe do zawału. Docenił mne i zakończyłem służbę nie jako zwykły starszy sierżant podchorąży tylko jako podporucznik rezerwy. W tym momencie Generał miał już u mnie całkiem przechlapane. Myślałem, że mnie szlag trafi. Generał mnie wyróżnił, ale w taki sposób żeby mi w pięty poszło. Gdybym dostał ten awans podczas "służby" miałbym chociaż wyższy żołd. Ale nie w rezerwie. Za to w nagrodę obowiązek uczestnictwa w szkoleniach wydłużono mi jednym papierkiem z 45 do 55 roku życia. Generał nie jest moim faworytem.

      Na górze moja fotografia. Pomysł jej zamieszczenia zaczerpnąłem z blogu Antona http://blogcenzurowanyantona.blox.pl/2011/12/Co-robilem-30-lat-temu.html. W momencie ogłoszenia stanu wojennego Anton miał 16 lat, ja 27. Ale na blogu, pewnie dla utrudnienia identyfikacji, Anton pokazuje zdjęcie z okresu, gdy miał lat 14:-) No to postanowiłem nie być gorszy i prezentuję zdjęcie z czasów gdy miałem lat 21. Dlaczego właśnie takie?

      1. bo pasuje spinając klamrą dwa prehistoryczne wydarzenia: wydarzenie opisywane (z okazji 30-lecia proklamowania stanu wojennego), z wydarzeniem nieco dawniejszym, ale też jubileuszem. Jako krótkofalowiec brałem udział w obchodach 30-lecia zwycięstwa nad faszyzmem (1975), nadając między innymi z Drezna, jako DM9CAZ.
      2. bo jeszcze wtedy niezłe było ze mnie ciacho:-) No i ten wąsik, można go było oglądać też u Orłów Górskiego na mundialu 1974:-)
      3. zdjęcie zawiera wyraźne lokowanie produktu, niestety amnezja nie pozwala mi sobie przypomnieć co to właściwie za produkt? Czyżby jakaś protoplastka komóry?:-). Chyba za wcześnie.  Liczę na Wasze podpowiedzi, może efg?
      4. no i żadnych nowszych zdjęć cenzura nie puszcza:-)

      * wierszyki przytaczane wyżej to słynne Bajeczki Babci Pimpusiowej, czyli wybrane kuplety autorstwa Andrzeja Waligórskiego. Gdybym odsyłacz do nich umieścił wyżej, tam gdzie należało, nikt by już nie czytał dalszego ciągu moich wynurzeń. Teraz już można:

      wersja do słuchania - muzyka i wykonanie Olek Grotowski, przywoływany już w poprzednim wątku

      tekst (znacznie pełniejszy)

      Ponownie się zanurzam, z pozdrowieniami

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (170) Pokaż komentarze do wpisu „Stan wojenny - czy Generał ma znów przepraszać? - jeszcze głębsza prehistoria”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pies_pawlowa_2
      Czas publikacji:
      wtorek, 13 grudnia 2011 19:27
  • poniedziałek, 12 grudnia 2011
  • niedziela, 11 grudnia 2011
    • Trochę prehistorii :)

      Komitet strajkowy z przyległościami - zdjęcie ze strony SGH

       

      Aż trudno uwierzyć, że to już 30 lat minęło. Julia przypomniała o rocznicy stanu wojennego, a mnie się przypomniały trzy listopadowo-grudniowe tygodnie przed stanem wojennym. Strajk na SGPiS, w którym jako 20-letni student uczestniczyłem. Oto co znalazłem googlując - relację z tego strajku spisaną przy  - jak sądzę - wydatnej pomocy ukazujacych się codziennie wtedy biuletynów. Są tam nazwiska znanych mi ludzi i zdjecia na których rozpoznaję niektóre twarze.

       http://ftp.sgh.waw.pl/gazeta/artykul.php?id=850

       To niesamowita historia tamtych zwariowanych dni, karnawału wolności, przy pustych półkach sklepowych, gdzie jedno historyczne wydarzenie goniło drugie, a niemożliwe stawało się możliwe. W ciągu tych miesiecy 1980-1981, a szczególnie tych trzech tygodni, przeżyłem więcej niż przez kolejne kilka lat :). Strajki na uczelniach wybuchły jako protest przeciwko manipulacjom przy wyborze rektora radomskiej WSI Hebdy i przeciw proponowanym przez rząd zmianom ustawy o szkolnictwie wyższym. Wtedy o tym nie wiedzieliśmy, ale władzom chodziło już tylko o to, żeby mieć pretekst do wprowadznia stanu wojennego, który nieuchronnie nadchodził. 

      Strajk to był pokaz sprawności organizacyjnej studentów - działała studencka służba porządkowa i aprowizacyjna jakims cudem organizująca pozywienie, wychodziła codzienna gazetka strajkowa. Pracownicy naukowi prowadzili dla strajkujacych wykłady, daleko wykraczające poza oficjalny program studiów :). Kulminacją tego fermentu intelektualno-wolnościowego była idea wolnego wydziału, realizującego niezależny od władz program studiów.  Szalała demokracja wiecowa. Nie zapomnę także historycznej mszy w naszej, uznawanej za "czerwoną" uczelni, odprawianej przez słynnego ks. Niewęgłowskiego. I obserwującego ją ówczesnego I sekretarza KU PZPR Dariusza Rosatiego. Z  początku było trochę luzu - uczelniany klub Hades zakontraktował serię koncerów na listopad których nie odwołał, więc dla strajkujacych zagrało m.in. TSA. Ale potem atmosfera w kraju coraz bardziej gęstniała  - także dla nas stawało się jasne, że zbliza się jakaś konfrontacja. Traf chciał, że byłem przy wydarzeniu tę konfrontację zapowiadającym. Zapisałem się do "zmiany" studentów SGPiS, która obok studentów z innych warszawskich uczelni miała wspomagać otoczony kordonem ZOMO strajk w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej, było to akurat w dniu, kiedy strażaków spacyfikowano. Napisałem z tego relację do biuletynu strajkowego, zapisując się w ten sposób w annałach strajku :). W tej strajkowej historii do której daję link to wszystko jest - ten niepowtarzalny, dziwny z dzisiejszej perspektywy, fascynujacy klimat tamtych dni.  

      Strajk się skończył dzięki mediacji konferencji rektorów i prymasa Glempa, widocznie zdajacych sobie sprawę, że w nadchodzących dniach, lepiej, żeby studenci nie siedzieli na uczelniach. Ze strajku wyniosłem słoik dżemu, z niepotrzebnych już zapasów, wciśnięty mi przez kolezankę :). Zajęcia miały być wznowione w poniedziałek 14 grudnia. Pamiętam, że w sobotę 12 grudnia umówiłem się z koleżanką z I roku. Odprowadziłem ją do jej bloku  sądząc , że zobaczymy sie na uczelni. Nocny film braci Tavianich został nagle przerwany, a ekran świecił pustką przez dłuzszy czas. Zafascynowany tym dziwnym wydarzeniem czekałem na jakieś wyjasnienie. I w końcu pojawili się prezenterzy słynnego Studia 2 - Bożenia Walter, Edward Mikołajczyk i Tomasz Hopfer i z nietęgimi minami pożegnali się z widzami nie wyjasniając o co chodzi. Rano obudziła mnie płacząca mama, która zawróciła z drogi do ciotki widzac na ulicach czołgi. Zaczynał sie stan wojenny. A ja cholera nie znałem do tej koleżanki z I roku ani dokładnego adresu, ani telefonu. Na dodatek okazało się, że jej ojciec był wojskowym i przed jej blokiem stacjonował wojskowy patrol. Trochę jak na filmie "Wszystko co kocham" :). Na zamieszczonym zdjeciu ze strony SGH - komitet strajkowy z przyległościami.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (142) Pokaż komentarze do wpisu „Trochę prehistorii :)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pagyo
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 grudnia 2011 01:29
  • piątek, 09 grudnia 2011
  • czwartek, 08 grudnia 2011

Kanał informacyjny